W tym roku nie nastawiałam się na jakieś szczególne zakupy na wyprzedażach i nawet jakoś specjalnie nie szperałam po sklepach. Nie miałam na to ani czasu ani ochoty. Jednak jak to z kobietami bywa zawsze coś "wpada" przypadkiem, Tak zwyczajnie, przechodząc w pośpiechu, zagląda się do sklepu na przysłowiową minutkę i...
Tak oto przypadkiem, ale ostatecznie bardzo przemyślanie kupiłam na początku stycznia dwie rzeczy. Oczywiście nie obyło się bez mojej wielkiej miłości, czyli butów. Takie za kolana darzę szczególnym sentymentem, bowiem wtedy mogę sobie pozwolić na krótszą sukienkę. Drugą rzeczą była mała czarna, bo tego nigdy za dużo w szafie. Mała czarna została nieco przerobiona. Zamiast zatrzasków z przodu, moja kochana teściowa wszyła mi zamek i tym samym zmniejszyło się troszkę rozcięcie sukienki.
Zamszowe buty o dziwo mają dość niski obcas i są bosko wygodne. Pokochałam je od pierwszego wejrzenia. Wychodząc w sobotę na urodzinowe przyjęcie założyłam moje zdobycze wyprzedażowe i na tym koniec.
Jak tam u was zakończyły się wyprzedaże? Wiem z bloga od Pauliny, że też nie szalała w tym roku, choć to bardzo młoda i śliczna dziewczyna. Myślę, że zawsze warto przed ostatecznym zakupem zadać sobie standardowe pytanie: Czy na pewno to potrzebuję? Gdzie to założę? Lub popatrzeć na siebie z przymrużeniem oka w przymierzalni i zapytać: Czy naprawdę w tym wyglądam jak milion dolarów czy tak sobie?
Buty i naszyjnik/ Zara
Sukienka / Mohito
Muszę wam pokazać jaki ziemniak dzisiaj znalazłam w koszyku. Tak mnie zachwycił, że nie znalazł się w garnku na obiad.













