Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smaki Gruzji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smaki Gruzji. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 grudnia 2015

Chaczapuri - smaki Gruzji








   Jedni upatrują w jego kształcie łodzi  z wyprawy Argonautów, która płynęła po złote runo, inni widzą Oko Opatrzności … Jest nawet parę legend związanych z tą potrawą. Tak samo jest z przepisem - są jego różne wersje. Dwa podstawowe składniki są  jednak niezmienne czyli ciasto i serowe nadzienie. Stąd też chaczapuri nazywane bywa chlebem serowym lub gruzińską pizzą.  Kusi, oj kusi jego smak. 

Pewnie  nikt nie uzyska takiego smaku jak w Gruzji zwłaszcza, że wypiekane bywa w piecu na węglu drzewnym.


Oto moja wersja chaczapui


Chaczapuri z jajkiem (4szt.)



Składniki:

  • 500 g mąki pszennej
  • około 200 - 250 ml letniej wody (to zależy od wilgotności mąki)
  • 15 g drożdży (użyłam Babuni)
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka cukru
  • 2-3 łyżki oliwy

Jak zrobić ciasto?

- do wody dodaj drożdże i cukier, wymieszaj
- wymieszaj mąkę z solą i wyrabiając ciasto dodawaj rozczyn drożdżowy
- dodaj oliwę i wyrabiaj aż ciasto będzie lśniące i gładkie
- pozostaw do wyrośnięcia na 20-25 min.
- podziel ciasto na 4 części i rozwałkuj na prostokąty (robiłam ręką)
- podwiń z każdej strony brzegi i uformuj w kształcie łódki
- * napełnij środek farszem serowym i włóż do nagrzanego do 180 stopni piekarnika


Składniki na farsz serowy:
  • 100 g bryndzy
  • 250 g sera typu feta
  • 100 g sera typu bunc lub podobny

Jak zrobić farsz?

- pokrusz ser i wymieszaj widelcem
- kładź ser na łódeczki z ciasta drożdżowego


- * włóż ciasto z farszem do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na 14-16 min.
- wyjmij ciasto, zrób na środku łyżką delikatny dołek i wbij jajko
- piecz w piekarniku około 5 min. aż do ścięcia jajka
- po wyjęciu z pieca połóż na górze kawałek masła


Moja rada:


- jeśli jajka są duże to nie dodawaj całego białka
- nie wiem czy to jest konieczne, ale ja rozmąciłam trochę jogurtu z mlekiem i posmarowałam brzegi ciasta


















Zachęcam, wcale nie jest trudne :)


piątek, 4 grudnia 2015

Smaki Gruzji w Granacie i mój szary płaszcz - Georgian restaurant








    Wiecie, że od czasu do czasu testuję restauracje. Musi mnie skusić to coś. Nazwa, szyld, niezwykłe miejsce, czasem przypadek. 

    W przypadku tej restauracji już samo miejsce to dla mnie sentymentalne wspomnienia, bowiem Galeria BWA to było moje oczko w głowie podczas studiów. Wystawy, wernisaże, czasem delektowanie się ciszą i klimatem. Właśnie na parterze Galerii przy ulicy Korfantego w Katowicach, mieści się restauracja z kuchnią kaukaską o zadziornej nazwie Granat.
.
    Restauracja zaciekawia od samego wejścia i ma się wrażenie, że wchodzi się w bardzo klimatyczne, ze smakiem urządzone wnętrze z namiastką motywów gruzińskich i ormiańskich. Tak też jest, bowiem restaurację prowadzi rodzina z Armenii, która tu w Polsce spełnia swoje marzenia.

    Przeglądając kartę dań rzeczywiście można się zachwycić dobrze skomponowanym menu, które jest charakterystyczne dla kuchni naszych dalekich sąsiadów.
Jest wiec tradycyjne chaczapuri, lavash, czyli cienki jak naleśnik chlebek armeński, wytwarzany z mąki, wody, z dodatkiem soli, armeński kebab, wiele zup, a wśród nich solianka. Mięsa, w większości grillowane i w takiej samej wersji podawane warzywa, ciasta miodowe z orzechami i kusząca karta oryginalnych win...










    Jest co podziwiać w tak klimatycznym miejscu ale do czasu. Na zupę bowiem czekaliśmy całe 45 min. i kolejne 40 min. na danie główne. Choć sympatyczne kelnerki uwijały się jak w ukropie coś jednak szwankuje w obsłudze, bo to stanowczo za długo.

   Zamówiliśmy tradycyjna soliankę i sezonową zupę z dyni i muszę przyznać, że obydwie były wyśmienite. Aromatyczne, bez zbędnych dodatków, a dyniowa rzeczywiście kremowa z lekko słodkawo - korzennym posmakiem.



... ile można czekać na zupę?










    Moje chaczapuri również było dobre. Ciasto, puszyste, białko ścięte, a żółtko po dotknięciu pięknie się rozpływało. Zamówiony przez męża ormiański lyulya kebab grillowny na węglu drzewnym już nie był taki rewelacyjny. Mięso dobre ale… mało soczyste i nie zachwycało. Danie przekreślone zostało frytkami. Tak, gotowymi mrożonymi frytkami i surówką z kapusty. Ja z całą stanowczością twierdzę, że surówka była z serii tych gotowych w plastikowych pojemnikach z supermarketów.

    I tak oto zauroczenie miejscem, wnętrzem i atmosferą powoli prysło. Nie twierdzę, że restauracja jest spisana na straty. Uważam, że ma duży potencjał, oryginalną kuchnię ale wiele pozostaje do dopracowania.

   Do takiego miejsca z pewnością chce się wracać, jednak klient musi czuć się „zaopiekowany” i nie czekać ponad 40 min. na zupę! O ile zgodzę się z użyciem mrożonych warzyw poza sezonem, to frytki z supermarketu są niedopuszczalne i popsują najwykwintniejsze danie.
Muszę jeszcze dodać, że nie zachwyciła mnie pakhlawa, którą zamówiłam z ciekawości, była twarda i jakby z drugiego życia.

    Myślę, że właściciele muszą przemodelować organizację pracy i dopieścić dania, które serwują. Dysponują pięknym, klimatycznym miejscem, dobrym pomysłem i widać, że robią to z sercem i zaangażowaniem. Szkoda by było zmarnować taki potencjał i świetny biznes.


Moja ocena: 3/5








Tej jesieni w większości wkładam szary płaszcz, który kupiłam w Zarze. Jest miękki i otulający. Pasuje do większości moich rzeczy a do tego wiecie, że kocham szarości. Myślę, że wykorzystam go również zimą. Jeżdżę samochodem więc jakieś specjalnie ciepłe rzeczy na zimę nie są mi potrzebne. Trochę zaszalałam z kamizelką z frędzlami, ale na jakieś niezobowiązujące spotkania myślę, że mogę ją założyć.
Całkiem dobrze komponuje się z białą bluzką. Czekam na wasze opinie.




















Chaczapuri już robiłam i wyszło doskonałe. W następnym poście podzielę się przepisem.
'