Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święcelnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święcelnik. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 kwietnia 2017

Święta Wielkanocne - Easter







Święta Wielkanocne są pełne zadumy, refleksji ale też radości i nadziei. Czas Wielkiego Postu ma swoją wymowę i sprzyja retrospekcji we własne życie. A to nasze życie jest kruche i choć dużo zależy od nas to są sytuacje i zdarzenia, na które nie mamy wpływu... albo jesteśmy bezsilni.

Mimo całego zadumania muszę przyznać, że w tym wyjątkowym czasie bardzo często myślałam o Basi - koleżance blogerce, którą znam tylko z wirtualnej rzeczywistości. Nie raz robiąc jakieś rzeczy popłynęła mi łza i ścisnęło się serce. Trudno pojąć sens takiej straty jakiej ona doznała. Ziemskie życie będzie zapisywać dla Basi nowe karty, zupełnie inne. I to ona musi się zmierzyć, z bólem i nauczyć żyć na nowo. Mimo współczucia i płynącego czasu, pęknięte serce pozostanie i ty Basiu w tym wszystkim musisz odnaleźć się od nowa...Poukładać bezsens, który cię otacza i uwierzyć, że Anioły przychodzą na ziemię na krótko, ale są na zawsze z nami. Jednym z nich była Twoja Córka.


W okresie Wielkiego Postu nasłuchałam się wielu historii. Ludzie czasem potrzebują w biegu codzienności porozmawiać. Tak bez zobowiązań, bez krytyki i dobrych rad. Przysiąść, przytulić się, wypłakać, poczuć ciepło ręki i bliskość drugiego człowieka.

Jak wielu jest wśród nas uwikłanych w zawiłe życie, w związki bez przyszłości, które są toksyczne i zabijają powoli...w przemoc domową, w życie z alkoholikiem pod jednym dachem, w pracę, która jest ciężarem i nie daje radości...w marzenia, które ciągle są w zawieszeniu i są marzeniem,  bo człowiek nie może stanowić o sobie i stawia siebie na szarym końcu... Nasłuchałam się tylu opowieści... może dlatego, że wolę słuchać drugiego człowieka niż mówić o sobie...


***

Muszę przyznać, że na każde Święta jestem "umordowana" do granic możliwości. I nie chodzi tu o porządki, bo te robię na bieżąco i nigdy nie dam się wciągnąć w przedświąteczny wir porządkowego szaleństwa. To, że w kuchni robię większość rzeczy dla całej rodziny sama, to mój wybór i nie narzekam. Jak na razie lubię takie zmęczenie i daję radę. 

Z blogosfery wiecie więc o moim wielkanocnym święcelniku, barszczu na zakwasie, buraczkach Mikołaja  Reja, torcie wielkanocnym - kruchym jak szczęście, mazurkach, pasztetach... I to wcale nie jest tak, że jedzenie jest u nas najważniejsze. Ono jest tylko dodatkiem to rodzinnego stołu, wokół którego zasiada rodzina. Wiele na nim tradycyjnych potraw, które wymagają czasu i dopieszczenia. Kiedy je jednak przygotowywać? To Święta są magią i czasem, który zapada w pamięć i zapisuje kolejne kartki  rodzinnej historii.

W pierwszy dzień Świąt w naszym domu robimy uroczyste śniadanie około godziny dziesiątej. Przedtem wszyscy idą do kościoła. Rozpoczynamy śniadanie od modlitwy i życzeń. W trakcie śniadania dzieci "wyczekują" wielkanocnego zajączka. Nie wiem czy ta tradycja jest znana w całej Polsce ale na Śląsku z pewnością. Zajączek dla dzieci przynosi prezenty pod krzaki lub drzewka obok domu. 
W pewnym momencie - pod koniec śniadania - odwraca się uwagę dzieci w kierunku okna z okrzykiem - O, zajączek tam przemknął! Czy ktoś widział zająca? 
Dzieci biegną do okna, a ktoś z dorosłych w drugiej strony domu chowa pod krzakami prezenty dla dzieci...

Radość szukania i znalezienia jest jedyna i niepowtarzalna. Prezenty rozpakowywane są w domu a okrzyki radości sa niepowtarzalne i bezcenne. I wcale tu nie chodzi o "wielkość" prezentów ale sam fakt znalezienia i otrzymania. U nas dzieci dostają dużo książeczek i kreatywnych zabawek albo takich, które są "potrzebą wieku".

W pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych nie robimy obiadu, bowiem czas śniadania "przeciąga" się u nas do godziny co najmniej pierwszej. Późnym popołudniem podajemy smażoną białą kiełbasę w piwie i każdy degustuje to na co ma jeszcze ochotę. 

Na wielkanocnym śniadaniu było szesnaście osób, które są moim życiem, które kocham bezgranicznie i są w moim życiu na pierwszym miejscu... zawsze zrobię dla nich wszystko.

Jestem wdzięczna, że mogę ich mieć obok siebie, patrzeć jak rosną, realizują swoje marzenia, budują krok po kroku swoje rodziny i mierzą się z  trudną rzeczywistością...

Codzienność jest zabiegana i skomplikowana. Tak niewiele mamy czasu na to co naprawdę kochamy... Lubię się "umordować" na Święta aby mieć obok siebie tych, których kocham. Nie wiem czy tradycja, którą wyniosłam z domu przetrwa w ich rodzinach i jak zapamiętają chwile spędzone razem? Dla mnie to dar od życia. Cenię, celebruję i chowam w najdalszych zakątkach serca. Łatwiej żyć z takim "bogactwem" kiedy życie da kopa  i kiedy brakuje sił a kolejne czarne chmury zasłaniają błękit nieba i słońce...


***

Kochani, życzę Wam radości z codzienności. Sensu w każdym dniu 
i miłości, która uskrzydla i buduje to co ważne i bezcenne.
Niechaj piękne chwile codzienności składają się na niepowtarzalną mozaikę Waszego życia.

Radosnego Alleluja



Ciasteczka wielkanocne piekłam i zdobiłam z dziećmi. To chwile - motyle. Za rok będą zupełnie inne a może ich nie być wcale, dlatego są tak cenne, że są.







To najstarsi członkowie rodziny (w środku czwarte pokolenie) - przy wielkanocnej modlitwie







czwartek, 17 kwietnia 2014

Święcelnik z pełnoziarnistej mąki z chrzanem litewskim







     Gdyby się wgłębić w dwie bardzo dawne, tradycyjne potrawy wielkanocne na Śląsku, to można się nawet posprzeczać o to, która z nich ma dłuższą historię.  Taką potrawą  jest święcelnik  i murzin. Inne nazwy, a potrawa taka sama. Jest to bowiem ciasto drożdżowe faszerowane wędlinami, najczęściej wędzonymi i boczkiem. Święcelnik króluje w powiecie wodzisławskim, a miejscowością z której się wywodzi jest Połomia. Ponoć przepis ma ponad 700 letnią tradycję i przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. W Połomi to wręcz kultowa wielkanocna potrawa, bez której nikt nie wyobraża sobie świąt wielkanocnych.


    Murzin króluje na Śląsku Cieszyńskim i z dawnych przekazów można się dowiedzieć, że jest tam pieczony od dziesiątków lat. Dawniej pieczony był w „piekarszczoku”, czyli dawnym piecu chlebowym, gdzie palono twardym drewnem bukowym. Nazwa murzin prawdopodobnie wywodzi się stąd, że formę z ciastem kładziono bezpośrednio na rozżarzone drewno, a unoszący się popiół opadał na ciasto nadając mu ciemną, czasem wręcz czarną barwę. Dodać również należy, że dawniej ciasto wyrabiano  z pszennej mąki razowej z otrębami, co nadawało mu również ciemną barwę.


    Tak więc składniki prawie takie same, nazwa różna, wspólne jest również to, że zarówno murzin jak i święcelnik są jednakowo smakowite i zawsze budzą zachwyt tych, którzy go degustują pierwszy raz.

      Z mojego rodzinnego domu znam wielkanocny święcelnik. Klasyczny przepis znajduje się pod linkiem: http://mystylemyeveryday.blogspot.com/2013/03/swiecelnik.html


    W tym roku postanowiłam sięgnąć do dawnych korzeni i mąkę pszenną zastąpić mąką pszenną z pełnego przemiału, która zawiera dużą ilość błonnika. Postanowiłam również trochę „odchudzić” ten wielkanocny rarytas.


Święcelnik z mąki z pełnego przemiału

Składniki na ciasto:
  • ½ kg mąki z pełnego przemiału
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 50 g świeżych drożdży
  • łyżeczka cukru
  • łyżeczka soli morskiej lub alpejskiej
  • około 250 ml mleka
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 żółtko

Około 500 – 600 g wędzonych wędlin (szynka, kiełbasa, jeśli lubisz, może być chudy boczek)


Jak zrobić święcelnik?

- rozpuść drożdże w około 100 ml mleka, dodaj cukier i wymieszaj
- dodawaj do mąki, ciągle wyrabiając ciasto, drożdże z mlekiem i dolewaj pozostałą ilość mleka
- wyrabiaj ciasto, dodaj żółtko, sól i oliwę
- jeśli istnieje taka potrzeba to dolej więcej mleka (to zależy od mąki)
- wyrabiaj ciasto aż zacznie „odchodzić” od miski
- pozostaw ciasto w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na 30-40 min.
- rozłóż ciasto na posypaną mąką stolnicę, poukładaj na nim wędliny i zroluj
- włóż ciasto do wysmarowanej i wysypanej bułką tartą formy, posmaruj rozmąconym żółtkiem lub jogurtem
- pozostaw do wyrośnięcia na około 30 min.
- włóż do nagrzanego do 190 stopni piekarnika i piecz koło 50-60 min.
- po wyjęciu z piekarnika pozostaw ciasto w formie około 10 min., po tym czasie wyjmij z formy i pozostaw do ostygnięcia, najlepiej na drugi dzień


Moja rada:

- w zależności od wielkości formy możesz zrobić dwa mniejsze święcelniki
- mąka z pełnego przemiału jest mniej elastyczna i "cięższa", dlatego samo rośnięcie ciasta i pieczenie trwa dłużej





    Święcelnik najlepiej smakuje z chrzanem lub żurawiną. W tym roku korzystając z kuchni staropolskiej przygotowałam chrzan po litewsku[1]


Chrzan po litewsku

Składniki:
  • laska chrzanu (około 200 – 250 g)
  • 50 g masła
  • bardzo gęsta śmietanka
  • sok z cytryny
  • cukier i sól


Jak zrobić chrzan?

- utrzyj chrzan na bardzo drobnej tarce i przelej go na sitku wrzątkiem
- roztop masło, dodaj chrzan i krótko przesmaż
- dodaj tyle śmietanki aby powstał gęsty krem, podgrzej, ale nie gotuj
- dodaj do smaku sok z cytryny, cukier i sól
- podawaj dopiero po wystudzeniu, najlepiej na drugi dzień







    Mimo wszystko muszę stwierdzić, że święcelnik jaki znam powinien być robiony z mąki pszennej. Może z pełnoziarnistej mąki jest zdrowszy, ale to nie jest to. W końcu robi się go tylko raz w roku.

Upiekłam wiec jeszcze tradycyjny, w trochę zmienionej wersji

Tradycyjny święcelnik

Składniki:

  • 1/2 kg mąki pszennej 
  • 45 g drożdży
  • szklanka mleka
  • 2 łyżeczki cukru
  • łyżeczka soli
  • 1 żółtko
  • 1 łyża oliwy
  • wędliny

Jak to zrobić?

- rozpuść drożdże i cukier w 100 ml mleka
- dodawaj do mąki ciągle wyrabiając ciasto
- dodaj resztę mleka i pozostałe składniki
- wyrabiaj ciasto tak długo aż będzie gładkie i elastyczne i będzie "odchodzić" od miski
- pozostaw do wyrośnięcia na 20 min.
- rozwałkuj ciasto na posypanej mąką stolnicy, układaj wzdłuż wędliny i zroluj, posmaruj rozmąconym żółtkiem lub jogurtem
- pozostaw do wyrośnięcia na 15 - 20 min.
- piecz ciasto w nagrzanym do 190 stopni piekarniku 40-50 min.
- pozostaw do ostygnięcia











Zachęcam do zrobienia. To wcale nie jest takie trudne, za to niepowtarzalne;)







[1] M. Lemnis, H. Vitry, W staropolskiej kuchni i przy polskim stole, Warszawa 1986, s.261