sobota, 26 października 2013

Kobiecy Lifestyle -Bądź aktywna! Women's Lifestyle - Be Active!









Po pierwsze aktywność fizyczna

Postępem cywilizacyjnym jest wydłużanie się życia ludzkiego. Powód do dumy? Oczywiście, jeśli dodamy do tego jakość życia. Tu należałoby za Aleksandrem Kamińskim powtórzyć : Dodajmy życia do lat, a nie lat do życia. Na tle Europy sytuacja zdrowotna starszych Polaków wypada źle. Dotyczy to zwłaszcza takich schorzeń jak nadciśnienie tętnicze, zapalenie stawów, zawały, wrzody żołądka, udary mózgu. Generacja 50+ nie wyróżnia się w Polsce zdrowym stylem życia, 1/3 mężczyzn i 1/5 kobiet pali papierosy, nie prowadzi regularnej aktywności fizycznej, co przekłada się na problemy z nadwagą i inne schorzenia.
Aktywność fizyczna to zdrowie, lepsza jakość życia, samodzielność, większa możliwość decydowania o sobie, to w końcu także uroda. Dla aktywności fizycznej nie ma wieku. Oczywiście inaczej ćwiczy dziecko, inaczej nastolatek, a inaczej senior. Warto czasem w tej materii zasięgnąć porady specjalisty, bo niewłaściwa aktywność fizyczna też może wyrządzić szkody.
Droga młodzieży blogowa, za niecałe czterdzieści lat co piąty Polak będzie seniorem. Jakim będzie seniorem w dużej mierze pracuje na to już teraz.


Zadbaj o kondycję fizyczną póki jeszcze na to czas!

Lepiej późno niż wcale mówi stare porzekadło, można więc zacząć w każdym wieku. Jednak skoro na potencjał zdrowia pracujemy od urodzenia to apel o kondycję fizyczną powinno się już kierować do rodziców, dzieci i młodzieży. Aż serce mi załopotało z radości kiedy usłyszałam o kampanii społecznej: AktywnaRodzina.org czy też „Stop zwolnieniom z WF-u” (https://www.facebook.com/stopzwolnieniom), której patronują mistrzowie naszego sportu.

Kiedy byłam dzieckiem nie było takich obiektów sportowych jak współcześnie. W podstawówce chodziłam do szkoły gdzie nie było sali gimnastycznej, jednak na lekcje w-f ławki znikały w mig i pojawiały się materace, ławeczki, skakanki, woreczki z pszenicą lub grochem na głowę, worki do skakania, łyżka i ping-pong… oj można by tu było długo jeszcze wymieniać proste sprzęty sportowe. Kiedy robiło się cieplej większość lekcji w-f była na szkolnym boisku. Nikomu nawet do głowy nie wpadło aby starać się o zwolnienie „ z włefu”. Po przyjściu do domu każdy starał się jak najszybciej odrobić lekcje, bo czekały przecież „dwa ognie”, podchody, skakanka, guma, „grzyb”, a w moim wypadku jeszcze piłka nożna. Tak! Piłka nożna! Miałam być przecież chłopakiem, tata nie odpuścił i już w wieku przedszkolnym kupił mi prawdziwą, skórzaną piłkę nożną. Nikt takiej nie miał, a ja dzięki temu już wtedy mogłam „przebierać między” chłopakami (i to starszymi), a nawet ich trochę poustawiać.
Wiem, że pewne czasy odeszły, ale to wcale nie znaczy, że mamy dzieci wpędzać w siedzący "popcornowy" i "chipsowy" tryb życia. Zwłaszcza, że polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, tak wynika z najnowszego raportu  UNICEF. W ciągu ostatniej dekady w Polsce liczba dzieci z nadwagą podwoiła się. W Polsce aż 17 proc.  dzieci w wieku 11, 13 i 15 lat ma nadwagę. Jest to dwukrotne więcej niż dwa lata temu. Podkreślić należy, że tak duży wzrost współczynnika nie wystąpił w żadnym  z badanych 29 państw. Na szczęście daleko nam jeszcze do Stanów Zjednoczonych, gdzie blisko 30 proc. dzieci ma nadwagę, ale czemu nie brać wzoru z  Holandii, gdzie problemy z wagą ma tylko około 8 proc. dzieci. Otyłe dzieci to chorzy dorośli, jest więc o co toczyć batalię już teraz.


Im więcej lat tym smutniej – czy tak musi być?

Jest takie sprawdzone porzekadło: „łóżko jest przyjacielem młodości a wrogiem starości”.
Z wiekiem spowalnia się metabolizm i można to już doskonale zauważyć około czterdziestki. Nie uważam, że dopiero wtedy należy zacząć się ruszać, ale w młodym wieku ruchu jest znacznie więcej, nawet jeśli nie korzystamy z siłowni i regularnego wysiłku fizycznego. Gonimy na wysokich obrotach za wszystkim. Najpierw w szkole, na studiach, potem za dziećmi, a kiedy one dorastają my ruszamy się coraz wolniej, co wcale nie znaczy, że mniej pracujemy. Nasze ciało też się zmienia i aby zachować sprężystość, jędrność, a przede wszystkim dobrą kondycję i zdrowie musisz się ruszać.

Zawsze byłam aktywna, dużo się ruszałam i byłam ciągle w biegu. Przy trójce dzieci, pracy zawodowej, ciągle brakowało mi czasu, biegałam i najczęściej robiłam kilka możliwych do wykonania czynności na raz. Muszę przyznać, że do czterdziestki nie ćwiczyłam regularnie. Był jednak, rower, basen, zimą narty, a wieczorem zasypianie z książką na nosie. Nie miałam też nigdy większych problemów z wagą. Kiedy jednak przypatrywałam się rówieśniczkom z mojego otoczenia, które prowadziły spokojniejszy tryb życia, zauważałam coraz bardziej wystające brzuchy, zgrabione plecy, szersze biodra, a latem tzw. motylki na rękach. O nie, myślałam wtedy, ja tak nie chcę! Jednak wiedziałam, że bez regularnych ćwiczeń nie dam rady. Tak więc od czterdziestki ćwiczę i to z coraz większą regularnością. Nawyk? Dziś mogę powiedzieć, że na szczęście tak!
Jak większość kobiet dużo jeżdżę samochodem, ale  już w pracy wybieram drogę „dookoła” czyli tam gdzie dalej i więcej schodów. Windy też raczej omijam z daleka. To są jednak przerywniki, nic nie zastąpi codziennej aktywności fizycznej.


Aktywność fizyczna to lepsza jakość życia – czyli jak ćwiczę

 Najlepiej poszukaj takiej formy wysiłku, która ci odpowiada, i którą polubisz, a wierz mi polubienie leży w głowie. Musisz też skoordynować to z charakterem swojej pracy, obowiązkami, możliwościami.
Pewnie świetnie ćwiczy się w grupie, bo grupa motywuje. Ja jednak nie mam zapędów stadnych, a że charakter mojej pracy jest bardzo nieregularny w czasie, tzn. nie jest to praca „od – do”, próbowałam znaleźć swój optymalny, codzienny trening. Stwierdziłam, że skoro codziennie muszę zobaczyć wiadomości i jest to jakieś 30 min. to wcale nie muszę siedzieć biernie przed telewizorem. Kupiłam sobie (tak go przynajmniej nazywam) osobistego trenera. Jest piękny! Ma długie błyszczące ramiona, długie zamaszyste nogi, mięciutkie wsparcie w okolicy brzucha i nazywam go my personal trainer. Postawiłam go w pokoju dziennym (z boku) i po dwóch tygodniach już nikomu nie przeszkadzał.
Cóż to za cudo?
Jest to urządzenie określane mianem domowego „nordic walking” (nie mylić z orbitkiem, ponoć bardzo źle działa na kręgosłup), które właściwie ćwiczy prawie wszystkie części mojego ciała. Oglądam więc sobie wiadomości i ruszam się tak jak lubię. Najczęściej na koniec „dokładam” do tego jeszcze brzuszki na podłodze i trochę pompek i przysiadów na piłce gimnastycznej.
Kolejnym moim „domowym wsparciem” są gumy rozciągające (kupione w Rossmanie). Siedzisz sobie wtedy w fotelu, a ręce lub nogi „pracują”. Jedną parę trzymam nawet przy komputerze i naciągam ramiona kiedy zaczynają mnie boleć.
My kobiety musimy uważać zwłaszcza na ręce, a w szczególności na ramiona. Tam szybko skóra się starzeje i robią się tzw. motylki. Z tego właśnie powodu, nie odpowiadał mi typowy rowerek treningowy: nogi pracowały a ręce nie. Próbowałam nawet wymachiwać ciężarkami, ale jakoś to mnie nie zachwyciło.
Zgadzam się z tym, że ruch na świeżym powietrzu jest niezastąpiony. Jestem gorącą zwolenniczką szybkich spacerów, czy też lekkiego biegania. Chociaż to bardzo lubię, to najczęściej przegrywam z pogodą i późną porą, natomiast mój personal trainer jest niezawodny. Muszę jednak przyznać, że w tym roku po raz pierwszy wyznaczyłam sobie „trasę koło domu”, wkładam wtedy dres, czapkę, okulary i robię sporo okrążeń tak aby było przynajmniej 3-4 km. To nie jest bieg wyczynowy, lecz spokojny więcej niż marsz. Organizm się dotlenia, uczę się racjonalnie oddychać, a ile pomysłów i przemyśleń przychodzi wtedy do głowy. Teraz pracuję nad tym aby do takiego biegania zmusić się wcześnie rano. Dobrze rozpocząć dzień od takiego dotleniającego powera.

Wysiłkiem, a właściwie przyjemnością, którą polecam jest basen. Tu dopiero ćwiczymy wszystkie mięśnie. Rewelacyjne jest nie tylko pływanie ale gimnastyka w wodzie. Nawet jeśli wchodzę do jacuzzi to nigdy tam biernie nie leżę. Szkoda mi czasu. Zawsze macham nogami (świetne na brzuch i pośladki oraz uda) i nie zapominam o rękach. Nie jestem super pływaczką, choć bez problemów pływam tzw. własnym stylem, a najlepiej w słonej wodzie, która wręcz wypycha ciało ku górze. Nie jestem jednak w stanie pływać na basenie przez pół godziny. Skoro już tam jestem to zawsze robię sobie wodny aerobic. To jest prawdziwa dawka energii dla wszystkich mięśni! Wybieram miejsce gdzie nikomu nie przeszkadzam, a  woda sięga mi prawie pod szyję i ćwiczę w wodzie. Najczęściej są to wymachy rąk i marsz z podskokami – jaka satysfakcja nogi w wodzie bez problemu wędrują prawie pod brodę. Budzę zdziwienie? Tak. Zauważyłam spojrzenia na sobie, ale też zobaczyłam, że niektóre kobiety zaczęły mnie naśladować.

Zimą nie wyobrażam sobie (przynajmniej na razie) kilku wypadów w góry na narty. Jest to prawdziwe dotlenienie organizmu i wzmocnienie kondycji. Do tego jeszcze dochodzą niezapomniane widoki, które radują oczy i duszę. Taka zima jest naprawdę piękna.
Jakoś nigdy nie mogłam przekonać się do jogi. Wiele o niej czytałam, zwłaszcza o jodze hormonalnej. Kupiłam sobie nawet książkę na ten temat i nic. Widocznie to nie moja bajka. Zawsze jednak na bieżąco śledzę nowinki w obszarze fitness i joggingu i najczęściej coś z tego zakresu włączam do mojej aktywności fizycznej. Nigdy nie jest tak, że odpowiada mi cały trening, a że jestem „kotem, który chodzi własnymi ścieżkami” to wybieram to co lubię. Nie ma nic gorszego jak zmuszać się do czegoś i robić wbrew sobie i swojemu ciału. Moje ćwiczenia też zmieniają się wraz z wiekiem i problemami ze zdrowiem.

Jednak do tej pory do moich niezawodnych ćwiczeń należą: „brzuszki”, „rowerek na plecach, ćwiczenia z piłką treningową i my personal trainer. Muszę przyznać, że co jakiś czas, aby nie popaść w rutynę, ulegam modzie tego co jest na topie. Ćwiczyłam więc z Cindy Crawford, Jane Fondą, Mariolą Bojarską, a nawet Ewą Chodakowską. Na You Tube można znaleźć całkiem niezłe filmiki z fitness. Naprawdę do wyboru i koloru, a nawet według nastoju. Najgorsza jest rutyna, a ja zauważyłam, że wchodzące mody działają na mnie mobilizująco i wnoszą nowe spojrzenie na  aktywność fizyczną.


 
Uwierz mi, regularność ćwiczeń leży w głowie i kiedy ją polubisz stanie się taką samą czynnością jak codzienne mycie i  inne zabiegi. Walcz o kilogramy kiedy masz ich jeszcze mało do zrzucenia, dlatego zaprzyjaźnij się z wagą łazienkową. Nigdy nie przekraczaj magicznej skali +3, natomiast +5 to już ALARM! Im więcej tym trudniej i większe szkody dla zdrowia. Zauważ też, że im więcej lat tym nagłe skoki wagi odbijają się niekorzystnie na jędrności naszej skóry i na twarzy. U młodej dziewczyny twarz po dużej kuracji odchudzającej pięknieje, a po czterdziestce smutek, smutek, bruzdy i zmarszczki. Przy nagłych skokach wagi bez powodu warto zasięgnąć porady specjalisty. Może to być na przykład niedoczynność tarczycy. Trochę wiem na ten temat, więc uczulam, że nic się nie dzieje bez powodu, a organizm swój warto znać i obserwować oraz zaprzyjaźnić się z nim. Jeśli nie masz budowy „szparaga”, to nie dąż za wszelką cenę do takiego wyglądu, szkoda życia, a jaki świat byłby nudny.

 Nie myśl, że jestem jakąś fanatyczką, też odpuszczam czasem i to najczęściej w sobotę lub inny gorszy dzień. Człowiek nie jest przecież zaprogramowaną maszyną. Nie jestem chodzącym ideałem i do takiego nie dążę i pewnie gdyby nie zwykłe kobiece grzeszki – a do moich należą czekolada, szampan i bagietka – miałabym pewnie kilka kilogramów i centymetrów mniej. Cóż jednak byłoby warte takie katownicze życie? Dlatego też moje motto brzmi: żyj zdrowo lecz ze smakiem i papryczką chili – cokolwiek to znaczy – mam nad tym kontrolę.


Moje ulubione domowe sprzęty treningowe:
  • rowerek treningowy „nordic walking”
  • gumowa piłka treningowa
  • gumy-hantle
  • ciężarki
Mój przykładowy tygodniowy trening:
  • poniedziałek - piątek: 30 min. domowy „nordic walking”, 200 brzuszków, 200 podskoków na piłce na siedząco z ciężarkami w rękach
  • co drugi dzień 30 min. lekki bieg, najczęściej wieczorem
  • jeden raz w tygodniu basen, 1 godzina
To jest tylko przykład, który najczęściej realizuję. Nie traktuję go jednak sztywno i zamieniam według upodobań i humoru. Zdarza się, że zamiast „nordic walking”, włączam film z You Tube i ćwiczę z którąś z gwiazd fitnessu.






Z nadzieją na poznanie Waszych sposobów na dobrą kondycję :)

Opublikowano na stronie: http://przepis-na-kobiete.pl/Artyku%C5%82y/472/kobiecy-lifestyle-b-d-aktywna-women-s-lifestyle-be-active


25 komentarzy:

  1. Fajny i przydatny post. :) Też staram się jak najwięcej ruszać, także w wannie. :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Fitness i rowerek obecnie! :) Nie dam się i nie przytyję zimą :D

    OdpowiedzUsuń
  3. I understand why you look gorgeous in the photos ... Not only is style and elegance, it is also health and toning.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Josep, at our age is a must ....
      Thanks for your kind words :)

      Usuń
  4. Świetny post! Ja najbardziej lubię taniec i ruch na świeżym powietrzu, w tym chodzenie po górach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W 100% popieram :) Aktywność fizyczna plus uśmiech na twarzy to młodość :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aleś się rozpisała :D ale sama prawda :)
    Hmmm, mój sposób? Interwały + bieganie :) jak nie mogę biegać to ćwiczę z keairą lashe taniec.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. swiadomosc ze inni tak samo planuja przetrwac okres jsienno-zimowy napawa optymizmem:),popieram calkowicie, zlapalam bakcyla i mam nadzieje ze inni tez sie przekonaja ze ruch to zdrowie:)i wszystko zaczyna sie w glowie:)
    nie ma co siedziec i narzekac ze tu strzyka ,ze tam boli, rewelacyjny wpis moja droga :)Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uwielbiam rower,choc taniec też dobry na ładne ciało:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Aktywność fizyczna jest bardzo ważna i działa cuda. Ja chodzę na basen regularnie ale planuję powrócić do regularnych ćwiczeń.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurczę, ja sobie tylko obiecuję że zacznę i wciąż odwlekam....
    Gratuluję wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny post, u mnie też będzie jutro o ruchu i sporcie...jesteś bardzo obowiązkowa, podziwiam...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  12. świetnie piszesz, bardzo wciąga:) ja uwielbiam sport i ćwiczę co dzień:)
    http://faa-fly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. jestem strasznym leniem, aż mi wstyd. a dupa rośnie

    OdpowiedzUsuń
  14. Też bardzo lubię rowerek treningowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ooo, jak mogłam to ćwiczyłam, na razie niestety przerwa :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja podziwiam takich ludzi jak TY:) dodaje do obserwowanych, może Ty też zechcesz obserwować mojego bloga www.femmfashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Ze mnie zbyt duży leń na to wszystko, ale podziwiam:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jakoś nie mogę się zmobilizować :)

    OdpowiedzUsuń
  19. U mnie króluje zumba - dwa razy w tygodniu. A w listopadzie zamierzam dołożyć jeszcze basen, który tak polecasz. Poza tym raz w tygodniu staram się rozciągać przez pół godziny. To moje ulubione sporty. Czasem jeżdżę też na rowerze, ale jakoś wolę to robić w towarzystwie. Nie zawsze się znajduje. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo fajny post :) Ja akurat kocham jogę, ale jakoś twory typu "power yoga" czy "joga hormonalna" nie przemawiają do mnie :) Tak czy inaczej, dopiero na zajęciach z jogi dowiedziałam się, jaką krzywdę wcześniej robiłam kręgosłupowi podczas ćwiczeń.

    Swoją drogą- na moim osiedlu jest fantastyczny obiekt sportowy i jak jest ciepło, przychodzi tam mnóstwo młodych (i nie tylko) ludzi. Takich miejsc powinno być duuużo więcej, bo z tego co widzę- naprawdę się z tego korzysta :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak najbardziej temat u mnie aktualny: walczę ze soba próbując wdrożyć regularne uprawianie sportu! nawet mi to wychodzi. Wieczorne bieganie jest fajne, ale trzeba uważac i dbac o to by być widocznym dla kierowców. mamy w rodzinie dramatyczny wypadek, gdy mlody chlopak został smiertelnie potrącony przez kierowcę, swego kolege na dodatek - biegał skrajem drogi i był niewidoczny dla kierowców.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz i odwiedziny. Możesz również zapraszać mnie na swojego bloga (nie uważam, że jest to coś niestosownego). :)
Zapraszam Cię również do witryny obserwatorów. To jest w końcu blog więc bloguj lecz się nie blokuj :)