środa, 24 grudnia 2014

Jak to downij w wilijo bywało








Życzę Wam zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia. 
Dla Was krótka opowiastka świąteczna we wspomnieniach starszego pokolenia.



Jak to downij w wilijo bywało


Jeśli zapytamy starszych ludzi o jedno z najpiękniejszych świąt, czyli Boże Narodzenie, najczęściej kręcą głowami i mówią:
- Kochane dzieci, downij to było wszystko inakszy niż tera.
- A jak było?  - pytają dzieci
Zazwyczaj wtedy dziadek lub babcia, czy też jak kto woli  starzik   lub starka,  popadają w zadumę i zaczyna się opowieść:  Jak to w ich domu wilijo downij wyglądała, jeszcze przed pierwszą wojną światową.
Z dawnej tradycji, która zwłaszcza w śląskich domach jest pielęgnowana i przekazywana z pokolenia na pokolenie,przetrwało naprawdę wiele. Ludziom żyło się kiedyś biednie, jednak na święta Bożego  Narodzenia rodzice starali się gospodarować tak, aby było „na bogato”. Wczesnym rankiem tato szedł do lasu po choinkę. Kiedy dzieci wstały choinka już stała w izbie, jej zapach przepełniał cały dom, a dzieci skakały z radości. Każdy w tym dniu starał się wstać wcześnie i zrobić coś dobrego i pożytecznego. Starsi ludzie bowiem mówili:  Jako wilijo, taki cały rok bydzie.
 Zwłaszcza dzieci starały się być grzeczne jak anioły, żeby starszych nie zdenerwować i  przypadkiem nie oberwać.  Panowało bowiem przekonanie, że komu dostało się w wigilię to już tak będzie przez cały rok. Dzieci w każdym domu było dużo, pięcioro, sześcioro a nawet więcej. Rano posyłano któreś z nich zemleć mak na makówki. Nie każdy miał w domu taki młynek. Zazwyczaj szło się do piekarza albo do jakieś bogatszego gospodarza.
Mama krzątała się po kuchni od rana. Jak już zamoczyła piernik na moczka  to brała się robienie  makówek.  W tych makówkach  nie było żadnych rodzynek, migdałów, fig czy daktyli, jak to się robi teraz. Był mak, bułki, cukier, czasem trochę miodu i mleko często rozcieńczone z wodą. Swoistym rytuałem było przyrządzanie  moczki . Do tej pory w każdym rejonie śląska ma ona nieco odmienny smak i recepturę. Moczkę z mojego regionu znano już przed pierwszą wojną i należała ona do najsmaczniejszych, co jest charakterystyczne do dziś.. Oprócz specjalnego piernika nazywanego piernikiem do ryb, dodaje się do niej bakalie, kompot agrestowy i suszone owoce. Cała reszta była tajemnicą każdej gospodyni, która starała się, aby jej moczka była jedyna, niepowtarzalna i najlepsza ze wszystkich.
Kiedy to już było zrobione dzieci zabierały się za ubieranie choinki. Wyciągały robione z krepy ozdoby i  pozłotkę, którą z czekolad zbierało się cały rok. Służyła ona najczęściej do owijania orzechów. W niektórych domach wieszało się na choinkę specjalnie upieczone ciastka. Na choince musiały też wisieć jabłka, czerwone i tak wypucowane, że błyszczały. Najlepsze były te malutkie nazywane rajskimi. Na czubku choinki tata zawieszał gwiozda z pozłotki, którą dzieci robiły jeszcze przed świętami.
Im bliżej było wieczora tym w kuchni piękniej pachniało. Najbardziej wtedy kiedy mama zaczynała piec ryby. Musiały to być karpie. W biedniejszych domach była tylko jedna ryba, ale i tak wszystkim starczyło, choćby było dziesięć ludzi na wigilii. W tym dniu bowiem nikt się z nikim nie kłócił i każdy starał się  być dla każdego bardzo dobry.
Pod wieczór nakrywało się stołu. Najpierw kładło się sianko pod obrus na pamiątkę, że Pan Jezus urodził się na sianie. Pod talerz kładło się pieniądz po to, aby go nie brakowało przez cały rok.  Na białym obrusie rozkładało się talerze. Musiało być zawsze o jedno nakrycie więcej. Mówiono, że to dla zbłąkanego gościa gdyby się zjawił. Wierzono również, że dusze bliskich zmarłych zasiadają w ten niezwykły wieczór do stołu. Każdy z domowników musiał mieć przy sobie jakąś świętą rzecz: różaniec, modlitewnik, obrazek święty. Kiedy zaczynało się ściemniać, dzieci wyglądały pierwszej gwiazdki, bo dopiero wtedy można było zasiąść do stołu. Wszystkie potrawy musiały być na stole  albo „w zasięgu ręki”, bowiem od wigilijnej wieczerzy nikt nie mógł wstać. Panowało przekonanie, że może go spotkać coś złego lub może nawet nie doczekać następnych świąt.
Wigilijną wieczerzę rozpoczynało się od pokropienia wodą święconą, żeby złe duchy cały rok omijały dom. Potem była modlitwa i dzielenie się opłatkiem. Wszyscy życzyli sobie aby za rok znów się spotkać przy rodzinnym stole. Następnie ojciec lub najstarszy syn zaczynał czytać ewangelię św. Łukasza o narodzeniu Jezusa. Dopiero potem można było zacząć jeść  potrawy. Według zwyczaju miało ich być dwanaście: Zupa z głów rybich na wywarze z warzyw, ziemniaki, karp smażony, kapusta z fasolą i grzybami, ryż na mleku z cynamonem, śledzie rolmopsy, śledzie opiekane, makówki, moczka,, kompot z suszu, musiały też być upieczone w kształcie kłosów pszenne podpłomyki, chleb i sól, a w niektórych domach masło i miód. Każdy mógł się najeść do syta. Na koniec  była bardzo wzruszająca chwila. Mama brała jabłko i obierając mówiła:
Jakby się dzieci kiedy trefiło wom w życiu, żeby was nocą powodziło i ni moglibyście znoś drogi do dom, abo byście we świecie byli i byście się stracili i źle wom było, to sie przypomnijcie żeśmy tu wszyscy przy stole siedzieli i dzielili się tym jabłkiem. Wtedy światełko znajdziecie co was opamięto i przykludzi do dom.
Na koniec zawsze była modlitwa. Potem dopiero dzieci mogły zajrzeć pod choinkę. Prezenty były skromne, ale to i tak było dużo jak na te czasy. Często były to cukierki -  szkloki, szmaciana lalka, skarpety, sweter na drutach.
Następnie gospodarz zabierał jedzenie i szedł nakarmić zwierzęta w chlewie. Dzieci nadsłuchiwały czy zaczną mówić ludzkim głosem. Jak w domu była panna na wydaniu to wychodziła na dwór i słuchała, z której strony pies zaszczeka, to z tej strony miał przyjść narzeczony. Niektóre młode dziewczęta zamiatały izbę i po wieczerzy śmieci wynosiły w fartuchu na drogę krzyżową. Tam je wysypywały, przystawiały ucho do ziemi i nadsłuchiwały szmerów typowych dla różnych zawodów. Z tego wnioskowały kim będzie przyszły mąż. Po wigilii dziewczęta pomagały mamie zmywać, a potem  wszyscy zasiadali do kolędowania. Tak się siedziało kolędowało i rozprawiało aż do pasterki. Młodsze dzieci szły spać, a starsze z rodzicami szły na pasterkę. Święta Bożego Narodzenia zawsze gromadziły i godziły rodzinę i tak chyba zostało do dziś.


Takie niebo dzisiaj u mnie było







Podzielcie się zwyczajami z Waszego regionu.


19 komentarzy:

  1. U mnie dzisiaj niebo zasnute ciężkimi chmurami, szansy na przejaśnienie nie widać, za to słota gwarantowana! Ja spędzałam dzieciństwo w lubelskim i u nas było bardzo podobnie, tylko nie było moczki, do tej pory nie wiem o co w niej chodzi... za to był kisiel gryczany z olejem rzepakowym - prawdziwe obrzydlistwo, którego raz tylko z ciekawości spróbowałam i na tym się skończyło. Rytuał z jabłkiem wart podejrzenia :-) Mam wrażenie, że kiedyś bardziej pielęgnowano tradycję, a teraz coraz więcej ludzi robi już tak jak chce.
    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. Avo droga, życzę Tobie i Twoim bliskich cudownych, zdrowych, radosnych Świąt. Piękne zwyczaje opisałaś...
    Ja też opiszę, ale nie dzisiaj, by mnóstwo jeszcze rzeczy do zrobienia a kondycja słaba...
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najlepszego, milosci ,radosci i zdrowia z okazji Swiat Bozego Narodzenia, swiat spedzonych w rozdinie i z przyjaciolmipozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
  4. Magicznych i rodzinnych Swiat,buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  5. kochana, cudownych, pełnych magii, miłości, zdrowia i spokoju Świat Bożego Narodzenia!
    ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspomnienia zawsze są piękne :-)

    Pięknych i pogodnych Świat życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudownych i rodzinnych Świąt, w bajkowej atmosferze i cudownym humorze:-) buziaki

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękna opowieść! Zdrowych i radosnych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  9. Z racji, że jestem ze Śląska to tradycje wciąż trwają w moim domu i zapewne trwać będą.
    Życzę Świąt Bożego Narodzenia w rodzinnym gronie, wyjątkowej radosnej atmosferze i przede wszytskim zdrowia, szczęścia i samych powodów do radości w 2015 roku.

    OdpowiedzUsuń
  10. W tej pięknej, świątecznej porze
    życzę co tylko me serce wyrazić może,
    zdrowia bo najważniejsze,
    szczęścia bo najpotrzebniejsze,
    miłości bo najpiękniejsza,
    radości bo najweselsza,
    pięknych marzeń bo bez nich nudno
    i wielkich celów bo bez z nich żyć trudno.
    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wesołych Świąt i dużo radości w nadchodzącym Nowym Roku ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Spokojnych Świąt w gronie rodzinnym :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Radosnych i pięknych Świąt Avo :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Avo, życzę wspaniałych świąt w rodzinnej atmosferze, radości, uśmiechu i smacznych potraw na stole :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Miło się czytało Twoją opowieść , pełną ciekawych szczegółów. Radosnych Świat !

    OdpowiedzUsuń
  16. W św. Szczepana zamiataliśmy izbę, bo w B. N. nie wolno było i zebrane śmieci biegliśmy palić jeszcze było ciemno. Na wale naszej rzeczki, na wprost każdego domu płonęło takie ognisko, duże, bo dorzucało się słomy...

    OdpowiedzUsuń
  17. Miłego świętowania poświątecznego :) . Fajny tekst :) . Pozdrawiam serdecznie - Margot

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz i odwiedziny. Możesz również zapraszać mnie na swojego bloga (nie uważam, że jest to coś niestosownego). :)
Zapraszam Cię również do witryny obserwatorów. To jest w końcu blog więc bloguj lecz się nie blokuj :)