niedziela, 9 czerwca 2013

Podróże z Arkadym Fiedlerem (2)






Brama wejściowa do Muzeum w Puszczykowie




I.                    Arkadego Fiedlera życie i młodość

            2. Szkoła

Prawdziwe obowiązki dla Arkadego zaczęły się w wieki 6 lat. Wtedy to już rodzina Fiedlerów mieszkała w dużym dziesięciopokojowym mieszkaniu przy ulicy Berlińskiej na trzecim piętrze. Sześć pokoi przeznaczonych było na zakład, natomiast jedna wynajmowali dwóm młodym Anglikom, uczącym języka angielskiego w pobliskiej szkole Berlitza.

Nadszedł przełomowy okres pójścia do szkoły. W zaborze pruskim oczywista była szkoła niemiecka. Rodzice zapisali go do Bürgerscule, Szkoły Obywatelskiej, która była nieco wyższym stopniem szkoły podstawowej. Zaczęły się pierwsze porażki i przykre doświadczenia. Arkady bardzo słabo władał językiem niemieckim, natomiast nauczyciel był bardzo gorliwym Niemcem a fatalnym pedagogiem. Złośliwości ze strony nauczycieli tylko wzmocniły małego chłopca, który wręcz z opętańczym zapałem zaczął uczyć się niemieckiego. Po latach Arkady napisze: „Odtąd uświadomiłem sobie, że w niemieckiej szkole otoczony byłem wrogością, a w domu przyjaźnią. Codziennie wracałem teraz do domu jak do przystani szczęścia.”[1] Małemu Arkademu nauka języka niemieckiego szła coraz lepiej, nie miał też innych problemów w nauce, a przodował szczególnie w kaligrafii.

Po trzech latach nauki w Szkole Obywatelskiej, już jako dziewięciolatek został gimnazjalistą bowiem  wstąpił do klasy sexty, Wyższej Szkoły Realnej im. Bergera. Nazywał tę szkołę „najmniej przydatną”, ze względu na niektóre przedmioty, które go wcale nie interesowały, zwłaszcza fizyka i chemia. Nie odpowiadali mu także koledzy, „byli to przeważnie synowie pruskich urzędników państwowych, element polakożerczy.”[2] Najmilszym podręcznikiem ze wszystkich okazał się dla chłopca szkolny atlas świata, gdzie „tyle istniało kuszących kontynentów i krain i rzek i mórz (…). Jakże życie było bogate, a świat wspaniały, że gdzieś tam daleko płynęła Missisipi, że tłoczyła się puszcza w Kongo, a Himalaje i Kordyliery sięgały nieba.”[3]

Obowiązki szkolne były przeplatane wspaniałymi, pełnymi przygód wyprawami do Puszczykowa, gdzie chłopiec przy pomocy ojca zdobywał klucze do szczęścia. Nie obyło się też bez dziecięcych przyjaźni i przygód z kolegami, a że Arkady nie był „święty”, więc płatał przeróżne głupie figle i psoty. Z trzeciego piętra na nitce spuszczał skrawek papieru i machał nim przechodniom po twarzy. Do ulubionych wyczynów sprawnościowych należały wyścigi z pędzącym tramwajem… Jako siedmiolatek wrzucał w okna niemieckich urzędników śrut,  a także prowadził „dziecięce wojny” na Błoniach Wildeckich.

W wieku jedenastu lat podejmuje Arkady pierwszą próbę pisarską. W wielkiej tajemnicy przed rodzicami opisał swoją przygodę, kiedy to wraz z kolegą Felkiem przez kilka godzin wyławiali ogromnego węgorza z kałuży. Po przepisaniu i drobnych korektach pokazał swoje „dzieło” rodzicom budząc zrozumiałe zaskoczenie oraz wzruszenie. Ojciec nie szczędził mu pochwał, cennych rad i wskazówek oraz słów konstruktywnej krytyki.

Arkady twierdził, że w okresie nastu lat najlepszym nauczycielem języka polskiego był dla niego Henryk Sienkiewicz i jego twórczość, którą wręcz pochłaniał. Uwielbiał również przygodową twórczość Karola Maya czy Fryderyka Gerstäckera.

Arkady był bystrym chłopcem i nauka nie sprawiała mu problemów. Bardzo lubił języki obce, francuski a zwłaszcza angielski, natomiast do niemieckiego nigdy nie zapałał miłością. „Między niemiecka szkołą a nami, polskimi uczniami, rozgrywał się nieustanny dramat, toczył się uporczywy bój o polską duszę.”[4] W domu gdzie gościł duch polskości poznawał Reja, Kochanowskiego, Frycza Modrzewskiego, Mickiewicza… Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że choć szkoła była niemiecka to „trzeba było się uczyć, bo bez tego (…) nie wyszlibyśmy na bojowych ludzi i pozostali ludzkim ugorem. W tej nieprzejednanej walce czepialiśmy się wszelkich środków obronnych: orężem była nie tylko miłość rodziców, nie tylko język i literatura i Bolesław Chrobry i Jagiełło i Kościuszko i „Litwo, Ojczyzno moja…”, Bronią byli także chłopi Rogalinka i brzegi Warty i tysiącletnie dęby nad rzeką i rozległe, soczyste, kwieciste łąki.”[5]

Drukarnia ojca rozrastała się i była znana w całej Wielkopolsce, również wśród władz pruskich. Z tego tez powodu spotykały Arkadego w szkole liczne przykrości... Twierdził, że musiał zawsze więcej wiedzieć od innych uczniów, bo nauczyciele, zwłaszcza niemieckiego, pytali go często na wyrywki, czyniąc uwagi i złośliwości.

Latem 1911 r. w wieku szesnastu lat, kiedy był już w niemieckiej wyższej uczelni realnej, przyszła pierwsza platoniczna miłość. Arkady tak się zadurzył, że ani myślał o nauce, czego skutkiem był brak do wyższej prymy. Było to dużym ciosem dla rodziców, a w nim wzbudziło ogromne poczucie winy. Zabrał się więc do nauki  i w 1914 r. jako jedyny Polak z całej klasy zdał maturę.

Zyczeniem ojca było, żeby syn uzyskał doktorat filozofii z działu historii literatury i przystąpił  do jego wydawnictwa jako redaktor. Rodzina postanowiła, że dalsze wykształcenie będzie zdobywał na uczelni polskiej. Wobec czego Arkady na dalszą edukację pojechał do Krakowa na Uniwersytet Jagielloński. Uczęszczał na wykłady Michała Sobeskiego, Ignacego Chrzanowskiego, Stanisława Windakiewicza. Przyjaźnił się z malarzami, do których należeli: Hrynkowski, Krzyżanowski, Pronaszko. Arkadego urzekało to, że byli zabawni i beztroscy, a on czuł się pośród nich „jak na Olimpie”. Często też waletowali w jego obszernym pokoju na Łobzowskiej, podkradali mu serdelki, wypijali kawę, nosili nawet jego koszule, a czasem zajmowali łóżko, jednak zawsze tryskali niewyczerpanym humorem. Młodzi chłopcy przesiadując u Michalika snuli plany dalszej  edukacji w cudownym, kuszącym mieście nad Sekwaną – w Paryżu. Te młodzieńcze marzenia i plany przerwała I wojna światowa. Arkady miał wtedy dziewiętnaście lat.



[1] Podróż w dalekie lata…, s. 165
[2]Ibidem, s. 105
[3] A. Fiedler, Mój ojciec..., Iskry, Warszawa 1973, s.38
[4] Ibidem, s.64
[5] Ibidem, s.68








Dom - Muzeum Arkadego Fiedlera w Puszczykowie






4 komentarze:

  1. ten dom naprawdę jest piekny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stare domy to historia, mają duszę...

      Usuń
  2. Dom wspaniały. W moim domu rodzinnym były książki Arkadego Fiedlera. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałaam sporo książek . W dzieciństwie oczywiście, wręcz je pochłaniałam.
    A dom przepiękny, z duszą :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz i odwiedziny. Możesz również zapraszać mnie na swojego bloga (nie uważam, że jest to coś niestosownego). :)
Zapraszam Cię również do witryny obserwatorów. To jest w końcu blog więc bloguj lecz się nie blokuj :)