sobota, 27 sierpnia 2016

Le Petit Marseillais Masło Shea i Akacja oraz podsumowanie kampanii









Le Petit Marseillais Masło Shea i Akacja, pielęgnujący krem do mycia - z pewnością zachęca już sama nazwa. Któż nie lubi masła Shea! 
Żel ma przyjemny, delikatny zapach. Rzeczywiście ma kremową konsystencję i trzeba przyznać, że dobrze się pieni oraz spłukuje. Na krótko pozostaje zapach na skórze, która jednak domaga się dalszego nawilżenia.

Czegóż można więcej oczekiwać po drogeryjnych żelach czy balsamach myjących? To wszystko i tu myślę, że myjące mleczko spełnia swoją funkcję. Przecież to tylko żel pod prysznic. Można kupić, wypróbować ale żeby się zakochać na bardzo długo? U mnie to nie działa. Tu jeszcze muszę przyznać, że najbardziej przeszkadza mi zastosowanie chemicznego składnika SLS, ale o tym piszę niżej.

Czy polecić? To kwestia preferencji. Przyjemny zapach, dobre właściwości myjące i może  ta piękna nazwa producenta bardziej urzeka niż nazwy innych firm. Można dodatkowo pomyśleć o bajecznej Prowansji, kiedyś magicznej Francji i ponadczasowym Małym Księciu. Wybór należy do ciebie.








Podsumowanie kampanii Le Petit Marseillais

Mój blog istnieje już kilka lat i ma dość sporo wyświetleń i czytelników. Muszę przyznać, że otrzymuję wiele propozycji testowania różnych produktów, jednak w związku z absorbującą pracą zawodową nie mam na to czasu. Poza tym nie chcę być najzwyczajniej w świecie testerką „byle wszystkiego”. Owszem zdarzyło mi się kilka razy, ale to bardziej z ciekawości dotyczącej oczekiwań producenta i przebiegu samej kampanii itp.

Zdarza mi się również, że czasem daję się skusić na kampanie dużych firm kosmetycznych. Tak też było z kampanią LPM. W moim wieku kilka darmowych kosmetyków nie robi wrażenia i najczęściej dzielę się nimi ze swoimi bliskimi. Jako bacznego obserwatora społecznego bardziej interesuje mnie przebieg kampanii, zachowania konsumenckie i wszystko co wiąże się z szeroko pojętą reklamą i konsumeryzmem.
Zauważyłam, że duże firmy kosmetyczne przeprowadzając taką akcję starają się bardzo dopieścić swoje ambasadorki. Muszę przyznać, że „paczka”, którą otrzymałam była naprawdę elegancka i zrobiona z dużym smakiem i wyczuciem. Przemyśla w szczegółach, nawet w takich detalach jak papier, pismo przewodnie czy też sam przewodnik. Użyty papier dokładnie wpisuje się w klimat Prowansji i oferowanych kosmetyków. Za to duży plus dla organizatorów.

Myślę, że nie byłam jedyną zdziwioną ambasadorką, jeśli chodzi o zasady punktacji. Bardzo niejasne i tak nie wiadomo w niektórych momentach o co chodzi – zwłaszcza przy publikacji linków. Wystarczyło zastosować odpowiednią kwerendę i linki najzwyczajniej w świecie nie powinny naliczać punktów. Raz jest ich wiecej raz mniej i nie do końca wiadomo jakie linki publikować.

Informacja dotycząca publikacji recenzji to dla mnie kompletna porażka, bowiem „zmuszanie” aby rejestrować się na portale, na których nie zawsze było się użytkownikiem to dla mnie wielka pomyłka a nawet nadużycie ze strony organizatorów. Jest oczywiście wyjście -  zawsze można zrezygnować. Nikt nikogo do niczego nie zmusza :)

Dla mnie kampania telewizyjna i  w innych mediach była bardzo wyważona i zrobiona prawie perfekcyjnie. Tu też plus dla organizatorów.


Jeśli chodzi o kosmetyki…

Mogę kolokwialnie stwierdzić – szału nie ma. Poza tym to tylko żele pod prysznic więc nie demonizujmy, że nawilżą na cały dzień i pozostawią skórę jedwabiście miękką, aksamitną i pachnącą. Dobrze myją, dobrze się pienią, ładnie pachną i już.

Jeśli chodzi o skład to mi osobiście najbardziej przeszkadza tzw. SLS czyli Sodium Laureth Sulfate. Oczywiście wiem, że znajduje się większości środków myjących ale…
No właśnie! Skoro była szumna kampania o naturalności, smakach Prowansji, to ten popularny dodatek bardzo się kłóci z całością. Zwłaszcza, że jest to składnik, który ma niekorzystny wpływ na skórę. Plusem jest, że doskonale czyści i usuwa bród ale usuwa również lipidy (tłuszcze) - niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszej skóry co w efekcie może zmieniać Ph skóry. Tu jednak muszę dodać, że nie należy robić paniki bowiem po zastosowaniu mleczka czy balsamu wszystko wraca do normy.

W pierwszym poście napisałam: kobiety 50 + nie zadowolisz byle czym. Mam swoje preferencje i ulubione kosmetyki. Z pewnością sięgnę jeszcze kiedyś po jakiś żel LPM ale nie stanie się on miłością mojego życia.

Udział w kampanii to był mój wybór i kolejne doświadczenie, które potraktowałam jako malutkie doświadczenie „z życia blogowania” i nie oczekuję niczego więcej. To także możliwość obserwowania wielu zachowań oraz profesjonalnej kampanii. Nie żałuję i z pewnością jeszcze kiedyś się skuszę na podobne przedsięwzięcia. Tym bardziej, że uczestnicząc w takich kampaniach mam do nich wielki dystans i oko „socjologicznego obserwatora”.







Dziękuję Le Petit Marseillais

12 komentarzy:

  1. Dziękuję za szczerą recenzje i zostane przy moim mydełku.aleppo☺ stosuje i wiem.jak działa i czego więcej. Nieraz daje się skusić oglądając różne kosmetyki w sklepach,ale potem.okazuje się,że te stare były najlepsze. Jak kiedyś zmieniłam podkład na twarz to takie uczulenie dostałam...że teraz wiernie trzymam się starego podkładu☺pozdrawiam serdecznie htto://gray50plus50dresses.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam lubie te żele choć ambasadorka nie jestem 😀

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za szczerą recenzję. O kosmetyku słyszałam ale go nie próbowałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie wyglądasz!
    Moc uścisków

    OdpowiedzUsuń
  5. Z LPM miałam tylko balsam, natomiast żeli nie miałam i nie ukrywam że mnie kuszą, choć teraz mam zapas produktów do mycia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten z akacją i masłem shea najbardziej mi odpowiada. Malina i piwonia całkowicie na nie.
    Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dobra recenzja. Nie narzucasz niczego. Wolny wybór. Lubię kosmetyki myjące z masłem shea. Pięknie pachną. Tej firmy akurat nie znam.
    Pięknie wyglądasz Avo. Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Najbardziej mnie zachwycił ten motylek. Jeszcze nigdy nie używałam żadnych produktów LPM - zatrzymuję się przy nich co jakiś czas w drogerii, ale jakoś jeszcze nie trafiły do mojego koszyczka.

    OdpowiedzUsuń
  9. ja jeszcze nigdy się nie przełamałam, żeby sprobowac. Miałam wrazenie, że jakieś przereklamowane są i obawialam się, że zapach nie utrzyma się na skórze. Lubię za to żele z isany, bo zapach zostaje na mojej skórze, a mi przyjemniej się zasypia przy takiej aromaterapii ;d

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie kupowałam tych kosmetyków, ładnie wyglądają, ale skład nie za bardzo mi odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam, nie znam, ale bardzo podoba mi się Twoja recenzja i cały wpis.
    Można kupić, zużyć, a potem kupić coś innego. W końcu to tylko żel pod prysznic, jak piszesz.
    A tak na marginesie, to kosmetyki z masłem shea lubię. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz i odwiedziny. Możesz również zapraszać mnie na swojego bloga (nie uważam, że jest to coś niestosownego). :)
Zapraszam Cię również do witryny obserwatorów. To jest w końcu blog więc bloguj lecz się nie blokuj :)