Ci z was, którzy śledzą mój profil facebookowy wiedzą, że to bardzo zaległy post. Wydarzenie miało miejsce w czerwcu, a ja dopiero niedawno, w wolnej chwili zabrałam się do uporządkowania tego postu.
Od jakieś czasu dostaję zaproszenia na wydarzenie organizowane przez Douglas - Beauty Street. Każdego roku stwierdzam, że z braku czasu nie dam rady, ale potem jakoś się organizuję i docieram do Douglasa w Katowicach. Zawsze wychodzę odprężona, zadowolona z uśmiechem i nowymi pomysłami.
W tym roku było wyjątkowo ciężko mi się zebrać. Nadmiar obowiązków w pracy i zobowiązań rodzinnych. Ufff! Czasem powtarzam: gdzie ja jestem, co ja robię? A potem dodaję: Dasz radę, dasz radę, bywało gorzej kiedy miałam trójkę swoich maluchów i musiałam ogarnąć wiele innych rzeczy.
Zanim dotarłam na sesję, dwa razy wsiadałam do samochodu i w końcu za trzecim razem powiedziałam sobie: za rok będziesz starsza, może cię już nie być, jedź i ciesz się z dzisiejszego dnia.
I tak z zegarkiem w ręku zdążyłam na Beauty Street, zdążyłam do domu aby zająć się bliźniakami, a potem dokończyć artykuł i poprawić kilka prac. Zadowolona, uśmiechnięta, jeszcze przed snem zerknęłam na mój nowy image na zdjęciu, bo makijaż dawno już zmyłam.
Profesjonalnie zrobiony makijaż był typowym makijażem do zdjęcia. Czyli dość mocnym, czego nie widać na fotografii. Choć przywiązuję dużą wagę do pielęgnacji to makijaż jest u mnie raczej oszczędny. Krem, delikatny podkład, czasem róż, ciemniejszy cień na powieki i kilka pociągnięć tuszem. Na koniec błyszczyk lub szminka. Trwa to kilka minut.
Poddałam się więc profesjonalistom od makijażu i fryzjerowi, który tym razem totalnie wyprostował moje włosy, a fotograf zrobił kilka ujęć. Oto ja w wydaniu Beauty Street Douglasa.
W tym roku postawiłam na CLINIQUE.
Co u mnie zastosowano w makijażu?
Ponadczasowy styl
To jeszcze zdjęcia moim nieprofesjonalnym aparatem a niżej sesja Douglasa z profesjonalistą.
Dla porównania zrobiłam kilka zdjęć w plenerze...
Pewnie większość z was pomyśli "idiotka", ale powiem wam, że z wiekiem inaczej patrzy się na siebie. To nie jest potrzeba zabłyśnięcia czy też pokazania się. Raczej uporządkowania siebie i tego co się robi i lubi :)
Myślę, że wraz z wiekiem każda z nas wie na co ją stać, wie, że nie musi przebijać się łokciami i gonić w wyścigu szczurów. A poza tym kolejny raz mogę powtórzyć: Jestem w takim wieku, że wszystkie głupstwa popełniam świadomie i z przyjemnością.
Typowo grecką skordalię wzbogaciłam o dodatek ziół, a konkretnie o pachnące oregano rosnące obok mojego domu. Bakłażany zostały upieczone na grillu jednak wcześniej zamarynowane. Czy można sobie wyobrazić lepszy obiad kiedy słońce roztacza swe uroki na wszystkim dookoła? Leniwe popołudnie z obiadem, którego zapach niesie na greckie wzgórza porośnięte gajem oliwnym lub winoroślą, a przy łyku dobrego wina słuchać szum śródziemnomorskiej bryzy.
- umyte bakłażany pokrój w plastry
- posiekaj tymianek
- wszystkie składniki do marynaty dodaj do miski i dobrze wymieszaj
- pokrojone bakłażany dobrze natrzyj marynatą i pozostaw na 15 - 20 min.
- grilluj z każdej strony 1-2 min.
- przełóż do miski i jeszcze ciepłe polej sosem musztardowo-miodowym*
* sos: sok z jednej cytryny, łyżeczka miodu, łyżeczka musztardy dijon, łyżka oliwy
Lato sprzyja szybkim daniom, przy których nie trzeba długo stać w kuchni. A warzywa? Ach, tylko się nimi delektować i przygotowywać pod każda postacią. Dziś zapraszam was na danie z cyklu comfort food, czyli z serii zerknij co masz w lodówce i bez wysiłku zrób z tego pyszne danie. Tym razem w roli głównej warzywa, które masz "pod ręką". Powinny jednak należeć do korzennych - twardych aby czas pieczenia był podobny.
Kiedy je pokroicie i włożycie do piekarnika to możecie robić sto innych rzeczy, a warzywa zamienią się w aromatyczny, kolorowy bukiet. Warto jednak w tym czasie zrobić sos, którym zostaną jeszcze ciepłe warzywa polane. Prawdziwa uczta!
Pieczone warzywa Składniki:
1 marchewka
1 łodyga selera naciowego
1 mały batat
1 cukinia
2 małe cebule
1/2 główki małego kalafiora
2 łyżki oliwy
kilka gałązek oregano i bazylii
sól i pieprz
* dodatkowo: jedno jabłko przekrojone na pół i połówka nieobranego czosnku
Jak zrobić warzywa?
- umyte i obrane warzywa pokrój w paski, cząstki, grubą kostkę (jak wolisz)
- posiekaj zioła
- dodaj do oliwy zioła, sól, pieprz, pokrojone warzywa i wszystko porządnie wymieszaj (najlepiej rękami)
- blaszkę wyłóż papierem do pieczenia i wysyp na nią warzywa
- włóż warzywa do nagrzanego do 200 stopni piekarnika i piecz 25-30 min.
- obok warzyw połóż czosnek i jabłko (to będzie dodatek do sosu)
- po wyjęciu z piekarnika polej warzywa sosem i wymieszaj
- są pyszne na gorąco i na zimno
Składniki na sos:
sok z 2 pomarańczy (około 200 ml)
2 łyżki trzcinowego cukru
szczypta soli himalajskiej
2 cm papryczki chili, pokrojonej w cienkie plastry
2 - 3 łyżki octu winnego
Jak zrobić sos?
- do soku dodaj cukier, szczyptę soli i papryczkę
- zagotuj wszystko, zmniejsz płomień i gotuj sos aż odparuje i zacznie delikatnie gęstnieć
- dodaj do sosu ocet winny, wymieszaj
- dodaj rozgniecione widelcem pieczone jabłko i czosnek, wymieszaj
- polej sosem warzywa wyjęte z piekarnika, wymieszaj
Jeśli wam zostanie trochę pieczonych warzyw (celowo zrobiłam więcej) dodajcie do nich 2 szklanki pokrojonych dojrzałych pomidorów, wszystko razem zmiksujcie, zagotujcie, doprawcie solą i pieprzem. Wyjdzie z tego pyszna, aromatyczna zupa. Ja ją podałam z greckim serem i odrobiną jogurtu, polecam.
U mnie wakacyjny luz i minimalizm, do którego wpisuje się wakacyjna torba z ELLE.
Choć
nie dowiecie się z tego z książki to prawdą jest, że autor Małego Księcia wraz z
nawigatorem wylądował, a właściwie rozbił się na libijskiej Saharze. Wydarzenie
to miało miejsce w grudniu 1935 roku kiedy to Antoine de
Saint-Exupérystarał
się pobić rekord przelotu na trasie Paryż – Sajgon.
Zanim odnalazła ich karawana Beduinów to
właśnie zapas kawy i czekolady ratował im życie.
Antoine de
Saint-Exupéry był wytrawnym
pilotem i odbył szereg lotów, także podczas II wojny światowej. Ostatni jego
lot odbył się 31 lipca 1944 roku, o godz. 8.45. Wystartował wtedy do misji fotografowania niemieckich wojsk koło
Lyonu. Z tej wyprawy już nie powrócił.
Najbardziej jego znane
dzieło to Mały Książę, wzruszająca
opowieść z ponadczasowym przesłaniem dla dzieci i dla dorosłych. Książka ukazała
się w marcu 1943 r.
Kim był Mały Książę?
Było kilka inspiracji do
stworzenia tej postaci. Jedną z nich był Pierre Sudreau, w dorosłym życiu
polityk. Jako dwunastolatek po przeczytaniu Nocnego lotu napisał do autora, co zaowocowało spotkaniem. Inne
ślady badaczy literatury wskazują, że mógł to być Thomas de Konincki, którego autor
poznał jako małego chłopca. Jest też wątek osobisty. Śmierć brata pisarza w
1917 r., która zostawiła głęboki ślad w jego sercu.
Kim była Róża?
Małżeństwopisarza
zawarte w 1931 roku było dość burzliwe.Consuela de Saint-Exupéry, salwadorsko-francuska artystka i pisarka, miała naturę choleryczki.
Antoine de Saint-Exupéry, nie tylko doskonały pilot ale również poszukiwacz przygód,
także w kobiecych ramionach, często ją zdradzał, ona zresztą też nie pozostawała mu dłużna. Bez wątpienia jednak została uwieczniona na kartach książki
w postaci Róży.
„Jesteście
piękne, lecz puste - dodał jeszcze. - Nie można dla was umrzeć. Oczywiście
zwykły przechodzień mógłby pomyśleć, że moja Róża jest do was podobna. Ale jedynie ona jest
ważniejsza od was wszystkich, ponieważ to ją podlewam. To ją właśnie włożyłem pod klosz. Ją ochraniałem parawanem. To dla niej zabijałem gąsienice (prócz dwóch lub trzech hodowanych na motyle). To jej narzekań i przechwałek słuchałem, a czasami milczałem w jej towarzystwie. Bo to moja
róża.”
Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę, 2005, s.61
-Żegnaj -
powiedział Lis. - Oto mój sekret. Jedynie sercem można wszystko jasno poznać.
To co najważniejsze skrywa się przed wzrokiem. -To co najważniejsze skrywa się przed wzrokiem -
powtórzył Mały Książę z zamiarem zapamiętania. -To czas, jaki poświęciłeś twojej Róży, czyni ją
tak ważną. -To czas, jaki poświęciłem mojej Róży - powtórzył
Mały Książę z zamiarem zapamiętania. - Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł Lis. -
Ale ty tego nie rób. Już zawsze będziesz odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.
Jesteś odpowiedzialny za swoją Różę. -Jestem odpowiedzialny za swoją Różę - powtórzył
Mały Książę z zamiarem zapamiętania.
Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę, 2005, s.62
W księgarniach pojawiło się mnóstwo wydań z różną szatą graficzną. Ja dawno dawno temu zdobyłam tę pierwszą.
Mały Książę
/Le Petit Prince/, reż.Mark Osborne
Wzruszający i w swej prostocie genialny. Tak określiłam po obejrzeniu
film Marka Osborne'a. Oczywiście nie obyło się bez kilku łez uronionych
podczas oglądania a właściwie zapatrzenia, zasłuchania i zadumania.
Kiedy usłyszałam o początkach filmowej realizacji Małego Księcia,
ucieszyłam się, ale zaraz pomyślałam, że to szalenie trudne, wręcz karkołomne
przedsięwzięcie. Teraz mogę z zachwytem powiedzieć, że Osborne wątek małej dziewczynki wymyślił po
mistrzowsku. Tak właśnie rozpoczyna się film.
Jakie to współczesne…
Dziewięcioletnia, „ułożona” przez wychowanie
dziewczynka, nie dostaje się do prestiżowej szkoły. Jednak jej korporacyjna i
perfekcyjne matka ma plan „B” na odniesienie sukcesu i zrobienie kariery w betonowym, zimnym i
sztucznym świecie. Dziewczynka ma przecież zostać wspaniałym dorosłym, według
współczesnych wymogów i kanonów. W zaplanowanym życiu i nic nie dzieje się bez
przypadku: zaplanowane minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata…
Świadoma swej wartości kobieta i kochająca
matka, została może trochę przejaskrawiona. Jednak z drugiej strony pokazana
jak otoczenie wymaga perfekcyjnego rodzicielstwa. Potencjał dziecka nie może
być przecież zmarnowany!
Rodzice zapisują więc swoje pociechy na wszystkie
możliwe zajęcia dodatkowe a sami biorą nadgodziny aby udźwignąć ciężar
finansowy. Rozmowy w biegu, zdawkowe pytania i minimalizm we wspólnym spędzaniu
czasu. To taki świat kreują dorośli dzieciom.
Reżyser w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”
mówi: „Oczywiście, pewne rzeczy w filmie
przejaskrawiłem. Choćby dlatego, że mieszkam w Los Angeles. To dziwne miejsce,
w którym trzyletnie dzieci, zanim dostaną się do przedszkola muszą przejść rozmowę
kwalifikacyjną. To absurd!”
„Gazeta Wyborcza”, 10 sierpnia 2015 (Kultura),
s. 12
Czy w sterylnym domu, który przypomina
korporację, z planem na życiowy sukces jest miejsce na dzieciństwo?
Nieoczekiwanie ten porządek burzy ekscentryczny staruszek – pilot, który
wtajemnicza dziewczynkę w opowieść o Małym Księciu.
Jeśli potrzebujecie wzruszeń, zadumy nad
współczesnym światem. Światem dzieci i dorosłych, światem zimnego wyścigu
szczurów i hien, któremu przeciwstawia się dziecięca ciekawość, potrzeba
bliskiego kontaktu, dziecięce zdziwienie i
dociekliwość, wyjdziecie z kina usatysfakcjonowani. Może też ukradkiem popłynie
wam łza po policzku, zastanowicie się nad współczesnymi wartościami, trudnym
dzieciństwem i rodzicielstwem, coraz bardziej pogmatwaną i zimną codziennością.
Może zadacie sobie pytanie: Jaki świat budujemy dla dzieci i jaki świat
zostawiamy dzieciom? Za czym tak wszyscy gonimy? A w rzeczywistości to coraz więcej z nas jest poganiana przez tych
co gonią do bezsensownego bogacenia się i gromadzenia kapitału.
Czy potrafimy jeszcze zrozumieć, że najważniejsze jest
niewidoczne dla oczu, a dobrze widzi się tylko sercem? Może to banały, ale
współczesny świat potrzebuje powrotu do wartości uniwersalnych.
Moja ocena: 6/6
Długo się
zastanawiałam, czy zabrać do kina 5 i półletnią wnuczkę. To trudny w odbiorze
przekaz. Kiedy jednak zobaczyła zwiastun filmu tak bardzo mnie prosiła, że
wprawdzie z mieszanymi uczuciami, ale zabrałam ją do kina.
Co usłyszałam po
wyjściu z seansu:
- Babciu, wzruszyłam się
kiedy ta dziewczynka płakała. Ona była dobra i w życiu trzeba być dobrym.
Potem Weronika
zapytała:
- Babciu, czy ze mnie
będzie wspaniały dorosły?
- Jesteś wspaniałym dzieckiem
i to od ciebie zależy jaka będziesz. Dla mnie będziesz zawsze wspaniała.
- Czy ty mnie oswoiłaś?
- Zapytała
- Ja ciebie oswoiłam i
ty mnie też oswoiłaś.
- I jestem dla ciebie
ważna jak jakaś królewna?
- Co tam królewna,
odparłam. Ty jesteś moją wnuczką, najważniejszą na świecie. Tak samo jak Zosia,
Zuzia, Tomek i Wojtuś.
- No tak, jesteśmy przecież
oswojeni i ciebie kochamy…