sobota, 27 kwietnia 2019

Babka z olejem - bez wagi i ważenia






Wystarczą jajka, trochę suchych składników, olej, a sezonowe owoce dopełnią całości. Pycha! Jeszcze muszę dodać, że przepis jest dla tych co nie posiadają wagi kuchennej lub nie lubią ważyć. Jednym słowem babka idealna.



Składniki:
  • 4 jajka (jak są bardzo małe to może być 5)
  • 1/2 szklanki cukru
  • 3/4 szklanki oleju (np. rzepakowego)
  • 1  szklanka mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • płaska łyżka kakao
  • możesz dodać skórkę z cytryny, łyżkę esencji waniliowej

Jak to zrobić?

- utrzyj jajka z cukrem na bardzo puszysta masę
- pod koniec ucierania małą strużką dolewaj olej
- przesiej suche składniki i delikatnie mieszając dodawaj do masy i wlej ciasto do wysmarowanej i wysypanej mąką formy
- zostaw 2-3 łyżki masy, dodaj do niej kakao, wymieszaj i dodaj na górę ciasta
- skórkę z cytryny i wanilię dodaj w trakcie ucierania (nie muszą być)
- wstaw ciasto do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na około 40 min.
- kiedy ciasto lekko przestygnie wyjmij z formy i udekoruj najlepiej owocami

















Poza tym wiosna zawitała na całego i ja się ciesze jak dziecko. Każdy kwiatek wprawia mnie w euforię i dodaje wigoru. Wprawdzie rolniczka ze mnie żadna ale sadzę co się da i mam z tego ogromną frajdę. Prawda, że piękne!





W kwietniu były jeszcze Święta Wielkanocne więc i musiał zawitać obowiązkowo mazurek. U mnie w tym roku był czekoladowy. Tradycyjnie musiała być również pascha i święcelnik. Acha jeszcze suchy tort wielkanocny, ten z tradycją :)




Wypoczywałam więc pomiędzy pracą, komputerem, kuchnią, ścierką, odkurzaczem, praniem, gotowaniem, sprzątaniem ......

a czasem popijałam wodę z imbirem i lodem :)



...a po świętach były urodziny bliźniaków. Upiekłam więc dwa torty na życzenie kochanych solenizantów. Pięć lat to poważna sprawa!








... z radością czekam na maj i nowe wyzwania a jest ich sporo! Buziaki dla zaglądających i komentujących. Życie jest pełne niespodzianek, ja zresztą też.



niedziela, 31 marca 2019

Grzyby shimeji z warzywami i makaronem











Pojawiły się dość dawno w sklepach. Są białe lub brązowe. Jedno jest pewne są bardzo zdrowe i smaczne. Grzyby shimeji.





Wystarczy kilka minut aby przygotować to wykwintne a jednocześnie bardzo zdrowe danie.



Składniki na sos:
  • płaska łyżka mąki ziemniaczanej lub skrobi kukurydzianej
  • łyżka octu rybnego lub balsamicznego
  • łyżeczka cukru muscovado
  • około 100 ml bulionu warzywnego
  • *wszystkie składniki wymieszaj





Pozostałe składniki:
  • 2 gniazdka makaronu wstążki (użyłam bezglutenowego)
  • 200 g białych grzybów shimeji
  • 1/2 małej czerwonej papryki
  • kilka różyczek brokułu
  • 8 plasterków cukinii
  • 2 kopiaste łyżki ugotowanej lub z puszki fasoli
  • 1/3 papryczki chili
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżki oleju rzepakowego





Jak to zrobić?

- wymieszaj wszystkie składniki sosu
- ugotuj makaron aldente
- posiekany ząbek czosnku zeszklij na oleju, delikatnie
- dodaj na patelnię pokrojone warzywa i smaż 2 min.
- dodaj grzyby i smaż kolejne 2-3 min.
- dodaj sos, mieszaj aż do zagotowania, potrzymaj jeszcze na ogniu 1-2 min.
- dodaj makaron, wymieszaj i możesz podawać


Moja rada:
- całość możesz posypać posiekaną kolendrą














... i jeszcze wersja bez makaronu  z brązowymi grzybami shimeji, polecam :)





Wiosna, wiosna... trochę eksperymentuję z włosami.






Pięknej wiosny wam życzę.

wtorek, 19 lutego 2019

Delikatne ciasto kokosowe









Jedni uwielbiają drudzy nie cierpią kokosu. To ciasto jest jednak wyjątkowo delikatne. Zawsze wybieram kokos ten drobny a jeśli takiego nie mam to delikatnie go mielę w młynku do kawy.
To ciasto zawsze  zachwyca.


Delikatne ciasto kokosowe

Składniki na ciasto:
  • 5 białek
  • 5 żółtek
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki mąki pszennej 
  • 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 8 kopiastych łyżek drobnego kokosu

 Jak zrobić ciasto?

- ubij białka na sztywno pod koniec ubijania dodaj cukier i żółtka
- dodaj do masy kokos, delikatnie wymieszaj
- przesiej pozostałe suche składniki i dodaj partiami, wymieszaj
- wlej ciasto do formy wyłożonej papierem do pieczenia
- włóż ciasto do nagrzanego do 170 stopni piekarnika na 30-35 min.
- kiedy ciasto przestygnie, odwróć formę, zdejmij papier i przekrój ciasto na dwa cienkie płaty
- jeden ułóż w formie i rozsmaruj na nim masę budyniowo-kokosową
- przykryj ciasto drugim płatem i ozdób wierzch białą czekoladą


Składniki na masę budyniowo-kokosową:
  • 1 litr mleka 
  • 3/4 szklanki cukru
  • szklanka i 1/2 drobnych wiórek kokosowych
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 5 płaskich łyżek maki tortowej
  • 2 żółtka
  • łyżka esencji waniliowej
  • 200 g miękkiego masła
Jak zrobić masę?

- odlej szklankę mleka i dodaj do niej mąkę ziemniaczaną, mąkę tortową i żółtka
- zagotuj resztę mleka z cukrem, kiedy mleko zacznie się gotować dodaj pozostałe mleko i krótko zagotuj
- dodaj kokos i esencję waniliową i krótko zgotuj mieszając
- odstaw masę aż do ostygnięcia 
- kiedy masa ostygnie zacznij ucierać masło i stopniowo do niego dodawaj masę kokosowo - budyniową, po jednej łyżce
- puszystą masę wyłóż na ciasto, zostaw 3-4 łyżki na górę
- przykryj drugą częścią ciasta
- posmaruj wierzch pozostała masą i delikatnie posyp drobnym kokosem
- możesz dodatkowo wierzch ozdobić roztopiona w kąpieli wodnej białą czekoladą z odrobiną (1/2 łyżeczki) oleju kokosowego
- włóż ciasto do lodówki na 3-4 godziny

















Jeszcze zimowo ale już z nadzieją na wiosnę...pozdrawiam.


poniedziałek, 21 stycznia 2019

Kiedy myślę Babcia...





Moja babcia



Moja mama



Kiedy myślę babcia…

…robi mi się cieplej na sercu. Była kimś ważnym w moim życiu i zostawiła niezaprzeczalny ślad w moim życiu, w moim sercu, w moim działaniu…
Była dobrym człowiekiem. Bardzo skromna i wstydliwa. Tak ją muszę określić. Kiedy  jako młoda dziewczyna zakładałam mini albo inne wymyślne kreacje (tworzyłam wtedy, ach tworzyłam i wymyślałam, myślę, że bardzo sprawdziłabym się jako projektantka), babcia ręce załamywała i zawsze powtarzała – Dziecko, kobiecie nie przystoi odsłonić więcej niż 10 centymetrów nad łokieć. No cóż w tej materii babci kompletnie nie słuchałam. 

Ta jej skromność, a nawet bojaźliwość wynikała chyba z tego, że bardzo wcześnie została wdową z dwójką dzieci i miała naprawdę ciężkie życie.

Zawsze zachwycały mnie jej włosy. Długie, czarne, aż za pas. Jako dziecko uwielbiałam je czesać i zaplatać w warkocz. Był gruby i ciężki. Babcia nigdy nie wychodziła z rozpuszczonym warkoczem. Zawsze go upinała w tzw. dudek. Był ciasno, wręcz misternie upięty. Czasem koło ucha wymykał się jej jakiś mały lok, ale ona skrzętnie go ujarzmiała..

Babcia była częścią naszej rodziny. Mieszkała razem z nami. Miała własny pokój, a ja go prawie zawsze w sobotę sprzątałam. Wycierałam kurze, myłam podłogę, chyba nawet to lubiłam. Czas od babci co to coś dostawałam.
Tak zapamiętałam…


To właśnie babcia nauczyła mnie pierwszego pacierza. Była to modlitwa „Aniele Boży Stróżu Mój”… Potem były inne. Babcia nauczyła mnie mnóstwa wierszyków, na urodziny i inne uroczystości. Odkąd pamiętam wszędzie je mówiłam i musiałam pięknie się kłaniać i uśmiechać.  To babcia nauczyła mnie, trzech magicznych słów, które otwierają drogę: proszę przepraszam, dziękuję. Babcia nauczyła mnie tabliczki mnożenia, dodawania i odejmowania.  Jeszcze jako bardzo mała dziewczynka spałam w jednym łóżku z babcią. Dlatego umiem tak dużo bajek, bo to ona opowiadała mi je każdego dnia  przed zaśnięciem.

Z babcią chodziłam na roraty. Wtedy chodziło się codziennie rano, chyba na siódmą a może wcześniej. W każdym bądź razie było ciemno, bardzo zimno, a śnieg skrzypiał pod butami.
Myślę, że dlatego tak było bo miałam o cztery lata młodszą siostrę i moja mama wtedy jej poświęcała więcej czasu.

Kiedy podrosłam mogłam zawsze liczyć na dodatkowe kieszonkowe wkładane „po cichu” w rękę.
Pamiętam też zupy babci. Tu była mistrzynią w gotowaniu warzywnych zup. Bardzo często były to tzw. „kartoflony”, czyli zupy na bazie ziemniaków z mnóstwem warzyw, czasem delikatnie zabielane. Latem była dodawana zielenina z grządki, a zimą trochę śmietany. Kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem gotowała babcia, a potem coraz częściej mama. One miały jakiś ustalony między sobą  podział obowiązków i wszystko grało.


Dla babci były niezwykle ważne wszystkie moje oceny. Jak byłam mała to opowiadałam jej prawie wszystko co wydarzyło się w szkole. Cieszyła się z każdego mojego sukcesu i nic nie mówiła kiedy czasem nie wyszło. Nawet jak nabroiłam to czułam się zawsze przy niej bezpiecznie.

Kiedy podrosłam monitorowała wszystkich moich chłopaków i nie wszyscy się jej podobali. Bardzo oględnie wyrażała swoją opinię, która dotyczyła najczęściej mojej przyszłości.
Najbardziej chyba jednak cieszyła się kiedy urodziłam pierwsze dziecko. Byłam chuda i taka mdlejąca mimoza i wszyscy w rodzinie się bali, że nie dam rady, a babcia to już załamywała ręce… Bardzo więc przeżywała moją pierwszą ciąże a potem kolejne.


Chodziła prawie codziennie do kościoła, kiedy jeszcze mogła i modliła się za wszystkich, za całą rodzinę, wszystkie zdarzenia, za żyjących i zmarłych, nawet za klasówki w szkole… za wszystko… odpoczywała z różańcem w ręku. O wszystkich się martwiła i troszczyła i wszyscy byli wymodleni i otoczeni jej modlitwą.

Pamiętam ten dzień kiedy umarła. Przytuliłam się mocno, wtedy pierwszy raz do człowieka, który nie żył… Ten dotyk pozostał mi do dziś… ale nie jako trauma ale jako pożegnanie, podziękowanie za to co dla mnie zrobiła.



Moja mama babcia

Zrobiła dla mnie bardzo dużo w życiu i bez niej jako młoda mama nie dałabym rady. Miało być o babci, więc pozostawiam otwartą kartę dla moich dzieci. Muszę jednak dodać, że była kimś bardzo ważnym w ich życiu. Nigdy nie strofowała, nie ganiła, nie karała, raczej chroniła i dawała spokój, wyciszenie… Była takim ich cichym dobrym Aniołem.

Ostatnio od mojego dorosłego syna usłyszałam taką historię:
Mamo, pamiętasz jak coś tam przeskrobałem pod koniec roku szkolnego i byłem przez jakiś czas u babci. To były jedne z moich najlepszych wakacji.
Wstawałem rano, na śniadanie była bułka, świeża, prosto z piekarni z miodem z pasieki dziadka,  albo serem, często kakao. Potem pomagałem dziadkowi. Robiliśmy różne rzeczy, od ramek dla pszczół, pracę w warsztacie, na polu…

Potem był obiad, babcia wołała nas przez okno. Po obiedzie kawa z mlekiem i miodem. Tam wypiłem pierwszą kawę w życiu.

Kiedyś babcia się zapytała co bym chciał zjeść na obiad, a ja powiedziałam, że makaron z sosem pomidorowym. Babcia kupiła kolanka, makaron ugotowała tak raczej na miękko, a sos był chyba zagęszczony mąką. Potem posypała to tartym serem, nie jakimś parmezanem. Mamo, jakie to było dobre, To był najlepszy makaron z sosem pomidorowym w moim życiu… Nigdy takiego dobrego nie jadłem i pamiętam ten smak do dzisiaj…
Wiesz, jakie to były super wakacje.

Wiem, że moje dzieci mają dużo wspomnień związanych z moją mamą, ofiarowała im dużo czasu i pewnie gdzieś tam pamiętają jej słowa. Kiedy umierała byli nastolatkami i bardzo, bardzo to przeżyli…




W dniu tego święta życzę Wam kochane abyście doświadczały miłości swoich wnucząt. Aby w tych coraz bardziej skomplikowanych czasach mogły one na was liczyć i znaleźć u was wyciszenie, wsparcie, ukojenie,  jeśli jest potrzebne,  aby w ich sercach zostały piękne wspomnienia i ślady, które pozwolą łatwiej żyć,  a nawet dokonywać rozsądniejszych wyborów w dorosłym życiu. Aby na myśl o was robiło im się cieplej na duszy, a na buzi gościł uśmiech, a może czasem nawet łza w oku się zakręciła, taka z wdzięczności, że byłyście…